• Wpisów:43
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 12:36
  • Licznik odwiedzin:4 594 / 1441 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nagle usłyszałam jak Fortuna puka do moich drzwi balkonowych , to znaczy bardziej się o nie ociera i niemiłosiernie miałczy. Odkąd odeszła pani Alongi , nikt się już dłużej nie przejmował tym kotem. Zazwyczaj bym to po prostu zignorowała , ale ona przypomina mi obecną mnie. Nie mu już do kogo wrócić i gdzie mieszkać. Została zostawiona na paschę losu.
Wstałam, założyłam na siebie przydużą koszulkę , tak aby nikt nie widział mojego oparzenia , które pokrywało prawie całe plecy. Podeszłam i otworzyłam drzwi , ale kotki nigdzie nie było.
- Fortuna , gdzie jesteś ? – rozejrzałam się dokładniej – co za głupi kot ! – właśnie w tedy zrozumiałam, że brzmię zupełnie jak pani Alongi. Rozbawiło mnie to.
- O tu jesteś ! – niespodziewanie kotka wyrosła tuż przede mną. Wzięłam ją na ręce – co ty robisz ? –
Usłyszałam trzask , który zawsze towarzyszył otwieraniu okien naszej kamienicy , spojrzała w stronę skąd dochodził ów dźwięk i zobaczyłam . . . szeroko uśmiechniętego mężczyznę –którego spotkałam ostatnio przy drzwiach – ciao ! – zaczął energicznie machać ręką, a ja . . . po prostu patrzyłam. Wiem ,że dla większości ludzi to nie było nic niesamowitego tylko, że w tej jednej chwil przypomniałam sobie uroki mojego dawnego życia. . .
~`
-Ile jeszcze panienka zamierza spać ! – obudził mnie jakże uroczy , skrzeczący głos gosposi.
- Jeszcze z 10 min – wtuliłam twarz w poduszkę.
- Widzę , że ktoś tu miał ciężka noc.
- yhmm ~`
- W takim razie , proszę. . . pośpij Sb jeszcze trochę – zignorowałam jej perfidny sarkazm w głosie, ale ona nie dawała za wygraną. Podeszła do okna i odsłoniła żaluzję, a kiedy smuga słońca padła mi na twarz , syknęłam niczym wampir i prawie stanęłam w płomieniach.
- To piecze ! – nakryłam się cała pierzyna – odejdź demonie !
- Ooo ~` na twoim miejscu bym się pośpieszyła i wstała jak najszybciej.
- Nie ma szans.
- Na pewno ? . . . a co jeśli powiem, że panicz Edward właśnie zbliża się do naszego domu. – ta informacja zadziała na mnie jak kubeł zimnej wody. Od razu wstałam i podbiegłam do okna.
- Edward ? ale co on tutaj robi ? – położyłam rękę na szybie i przymrużyłam oczy aby się upewnić, ale nie było mowy o pomyłce. Moje serce na sam dźwięk jego imienia bije jak oszalałe, a gdy go zobaczyłam ,pośród tych wszystkich tych wszystkich kwiatów w naszym ogrodzie, nie maiłam już wątpliwości - on jest całym moim życiem. Potraficie sobie wyobrazić anioła , tak cudnego ze wszystkie muzy mu zazdroszczą, był niczym Apollo z greckich mitów – olśniewający. I zawsze otaczała go ta niesamowita aura.
Nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy na mojej twarzy zagościł uśmiech, ale przy nim nigdy nie byłam smutna. . .
Spojrzał w moja stronę , jego chłodne spojrzenie , które zawierało w sobie tyle ciepłych promieni słońca skierowało się w moją stronę. Przyglądał się mi , a następnie wykonał melodyjny ruch ręka , chwycił się za kapelusz i delikatnie pochylił się na powitanie.
Czułam jak zaczynałam się czerwienić , zasłoniłam usta ręką , aby ukryć mój niezgrabny uśmiech i skinęłam głową.
- Witaj , ukochana . . .
Nagle się ocknęłam i zdałam sobie sprawę, ze od jakiś 2 min patrzę się na niego – ale o dziwo on wciąż macha, chwyciłam Fortune i jak najszybciej wbiegłam do mojego mieszkania.
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy, ale nie chciałam dać im wolnej ręki. Płacz jest oznaką bezsilności , a ja nie mogę sobie pozwoli na takie uczucia. Musze walczyć z cała przeciwnością losu , nie patrzeć w przeszłości i ignorować ból.
Postawiłam Fortune na podłogę i poszłam do łazienki, lecz , na domiar złego, ta głupia kocica cały czas szła z mną i miałczała.
- Dosyć Fortuna , odejdź. Zostaw mnie !
Trząsnęłam drzwiami przed jej nosem i przekluczyłam zamek. Sięgnęłam do małego pudełko w którym trzymam . . . żyletki i usiadłam koło ściany . .
Rany na moim lewym nadgarstku już się wygoiły. Przejechałam palcem po bliznach. Wiedziałam, zę to co robię jest szczytem głupoty , ale tylko to pokazywało mi , że jeszcze żyję i potrafię czuć coś więcej niż jedynie smutek . . . choćby nawet był to tylko ból.
Wykonałam trzy szybkie nacięcia, a następnie patrzyłam jak krew spływa mi po ręce. Nie czułam już dłużej potrzeby płaczu, ale to wciąż było dla mnie za mało. Poszłam do sypialni i wyciągnęłam wodę utlenioną z szafki nocnej , a następnie polałam nią ranę. Poczułam szczypanie, niemiłosierne szczypanie.
Położyłam się na łóżku ,i bóg wie kiedy zasnęłam. Jak co noc miałam koszmar. Dość zabawne jest to ze wspomnienia zwykłych dni jest bardziej bolesne , niż kiedy śni mi się noc pożaru. Wiecie czemu ?
Bo wiem ,że w końcu się obudzę, a łatwiej jest wyrwać się z strasznego aniżeli z pięknego snu. Ta poranna świadomość potrafi doprowadzić do szaleństwa.
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy, ale nie chciałam dać im wolnej ręki. Płacz jest oznaką bezsilności , a ja nie mogę sobie pozwoli na takie uczucia. Musze walczyć z cała przeciwnością losu , nie patrzeć w przeszłości i ignorować ból.
Postawiłam Fortune na podłogę i poszłam do łazienki, lecz , na domiar złego, ta głupia kocica cały czas szła z mną i miałczała.
- Dosyć Fortuna , odejdź. Zostaw mnie !
Trząsnęłam drzwiami przed jej nosem i przekluczyłam zamek. Sięgnęłam do małego pudełko w którym trzymam . . . żyletki i usiadłam koło ściany . .
Rany na moim lewym nadgarstku już się wygoiły. Przejechałam palcem po bliznach. Wiedziałam, zę to co robię jest szczytem głupoty , ale tylko to pokazywało mi , że jeszcze żyję i potrafię czuć coś więcej niż jedynie smutek . . . choćby nawet był to tylko ból.
Wykonałam trzy szybkie nacięcia, a następnie patrzyłam jak krew spływa mi po ręce. Nie czułam już dłużej potrzeby płaczu, ale to wciąż było dla mnie za mało. Poszłam do sypialni i wyciągnęłam wodę utlenioną z szafki nocnej , a następnie polałam nią ranę. Poczułam szczypanie, niemiłosierne szczypanie.
Położyłam się na łóżku ,i bóg wie kiedy zasnęłam. Jak co noc miałam koszmar. Dość zabawne jest to ze wspomnienia zwykłych dni jest bardziej bolesne , niż kiedy śni mi się noc pożaru. Wiecie czemu ?
Bo wiem ,że w końcu się obudzę, a łatwiej jest wyrwać się z strasznego aniżeli z pięknego snu. Ta poranna świadomość potrafi doprowadzić do szaleństwa.



 

 
- Mika ! wracaj do domu , jest już późno!- powiedział ojciec podając córce koc i siadając przy niej na drewnianej huśtawce. – siedzisz już tak cały weekend , jutro szkoła , powinnaś się wyspać.
- wiem tato – powiedziała cicho okrywając się kocem.
- zapomnij o nim! W morzu jest wiele ryb! Ktoś taki jak ty na pewno sobie kogoś znajdzie !
- wiem tato . . . wiem
- no mów , co jeszcze się dzieje ?
- nie ma go – ojciec przewrócił oczami – ale nie mówię o NIM chodzi mi o wi. . . pieska!
- pieska ?
- tak , takiego małego i uroczego. Zawsze do mnie przychodził i spędzaliśmy wieczory razem , ale znów go niema . Martwię się.
- nie ma o co ! on na pewno w końcu się pokarze. Może po prostu znalazł jakąś kość , czy coś ? – nieudolnie próbował ja pocieszyć – dobra , posiedź tu jeszcze przez chwilę.- pogłaska ją po głowie i wrócił do domu.
Od naszej kłótni minął tydzień, Mika wciąż rozpaczała i nie mogła się na niczym skupić ,natomiast ja przestałem chodzić do szkoły i pracy. Cały dzień spędzałem śpiąc , albo ćwicząc. Próbowałem skontaktować się z nią miliony razy , ale nigdy nie odpierała telefonu , więc zostawiałem jej wiadomości na skrzynce :
‘ Mika , chciałbym z tobą porozmawiać twarzą w twarz ,naprawdę tęsknie ~`piii’
‘ Wiem, że mażesz być zajęta , dlatego nie odbierasz , ale to już 2 dni a ja nie mogę bez ciebie wytrzymać. Nie ma sekundy abym o tobie nie myślał ! ~ piiiii ‘
‘ Dzwonie już 23 raz , ale ty ciągle mnie ignorujesz , wydaje mi się ,że już mnie nie kochasz , a co gorsza ,że zaczęłaś nienawidzić. Proszę chcę tyko usłyszeć twój głos ! Nie mam na tyle odwagi aby znów spojrzeć co w twoje piękne oczy ~ piiii ‘
Nie ważne ile razy dzwoniłem , one nigdy nie odbierała, z każda kolejna wiadomością pogrążałem się coraz bardziej. W końcu doszło do tego ,że zacząłem pić. Na początku po jednym piwnie , ale z czasem straciłem kontrole. Nie było dnia aby nie był nawalony , ale tylko w taki sposób mogłem jakoś funkcjonować bez Miki. Minął cały tydzień , bez jej uśmiechu , zapach, wzroku , a co gorsza powoli zacząłem zapominać te szczegóły. Przez co mój smutek jeszcze sie powiększał. Nie miałem z kim o tym pogadać , to znaczy Barry próbował , ale w końcu dał sobie spokój.
W sobotę , osiągnąłem dno. Zalałem się w trupa i udałem się na grób moich rodziców. Położyłem kwiaty od strony mamy , a świeczkę od ojca i usiadłem na wprost.
- dlaczego ja zawsze wszystko muszę zjebać ! ? Czemu nie mogę żyć jak ktoś normalny ? Dlaczego nie mogę być normalny ! . . . bo przecież jestem wilkołakiem , ale ja się o to nie prosiłem ! Przez to wszystko tracę . . . was , stado , dziadka , przyjaciół i . . . JĄ ! Czy gdybyście dalej żyli , ja był bym inny ?
Ja nie potrafię sobie poradzić bez was ! - położyłem się i patrzyłem w niebo. Po pewnym czasie łzy zaczęły napływać mi do oczu – szlaaak !- przetarłem je.
- Hej Lou ! Dawno się nie widzieliśmy . . . – powiedział stłumionym głosem dziadek zbliżający się od strony wioski – tęskniłem. . . – nie miałem ochoty tego słuchać , podniosłem się i już miałem zamiar wrócić do domu, ale on nie chciał mi na to pozwolić – nie możesz wiecznie uciekać ! Dobrze wiesz , że jesteś częścią stada ! – nie mogłem uwierzyć w to co słyszę !
- Chyba cię pojebało ! Czy to nie ty właśnie wywaliłeś mnie z rodziny ! ? – i znowu puściły mi hamlce.
- tak , to ja . . ., ale ja naprawdę tego nie chciałem ! przecież wiesz , że zawsze byłem po twojej stronie , w tedy po prostu nie miałem pojęcia co zrobić . . .
- i jedynym wyjściem było pozbycie się problemu ! !
- nie . . .
- kórwa przestań – przerwałem mu – przecież byłem tam w tedy, wszystko słyszałem , więc przestań pieprzyć ! Wszyscy dajcie mi kórwa spokój ! Nigdy mnie nie chcieliście ! Od początku byłem jedynie problemem !
- Lou to nie tak ! Nikt tak nie myśli !
- Daj mi spokój ! Mam dość słuchania tych kłamstw ! – wbiegłem w las.
- Lou ! Zaczekaj ! . . . Nie odchodź . . . – z kolejnymi sekundami biegu głos dziadka zanikał.
Zatrzymałem się , kiedy znalazłem się nad rzeką. Było już ciemno , na niebie pojawiał się pierwsze gwiazdy, a drzewa cicho szumiały.
- kórwa- wydarłem się na cały głos – jebana mać ! – wrzucałem kamienie do rzeki, ale w niczym mi to nie pomagało więc zaczął uderzać w drzewa – jesteśmy rodzina , zawsze razem . . . kórwa co za brednie – pierwsze drzewo upadło, zabrałem się za kolejne – nigdy się nie odwrócimy ! . . pieprzenie ! – poleciały kolejne – jedyna osoba która zawsze była po mojej stronie . . . to Mika . . . a ja wszystko zepsułem – uderzyłem czołem w korę – kórwa . . .- wyszeptałem. – czy mogę jeszcze coś zrobić aby to naprawić ? – nie oczekiwałem odpowiedzi ,dobrze wiedziałem co należało by zrobić , ale nie mogłem. Bałem się ,że gdy jej to powiem to ona znienawidzi mnie ! , że zacznie się mnie bać i nie będzie chciała widzieć. . . – ale tak bardzo chcę ją zobaczyć ! – upadłem na kolana – bardzo . . .- wymruczałem i w tedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Gdybym zamienił się w wilka i do niej poszedł – to głupie – tak właśnie myślałem , ale i tak to zrobiłem.
Zbliżając się do ‘naszego miejsca’ zobaczyłem ,że ona tam jest. Siedzi i czeka, moje serce odżyło. Po raz pierwszy od tygodnia poczułem się spokojnie i szczęśliwie. Podszedłem wolno.
- jesteś ! – zawołała radośnie i przytuliła mnie – tak się martwiłam. Nie było ciebie tak długo. . już myślałam że ci się coś stało – mocno wtuliła się we mnie – ja miałam koszmarny tydzień . . . On mnie zostawił –moje serce zaczęło krwawić – i ty też się nie pojawiałeś , myślałam że umrę – jej oczy zlały się łzami – tak się martwiłam . . . dobrze że tu jesteś ! . . . ale chciałabym aby i on tu był ! – jestem. . . jestem tu z tobą, ale ty nie zdajesz sobie z tego sprawy. To wszystko moja wina, przecież ty tylko chciałaś abyśmy nie mieli przed sobą tajemnic , a ja nie potrafiłem tego zrozumieć, tak tego żałuje. Gdybym mógł to bym cofnął czas. . . ale nie potrafię. W tym Momocie nie wiedziałem co robić. Byłem szczęśliwy , ale jednocześnie smutny. Chciałbym móc również ja objąć i nie wypuścić , ale w tej postaci to nie możliwe. W sumie jest jedno rozwiązanie i teraz chyba byłem gotów. Uspokoiłem się i wziąłem głęboki wdech , a następnie odmieniłem się powrotem w człowieka. Wokół mnie pojawił się lekki pył , a kiedy Mika zamiast sierści poczuła ludzką skórę natychmiast się ode mnie odsunęła .
-Lou ? – zapytała w przerażeniem w głosie – ale jak ? . . . ty tu ? – jąkała się , nie potrafiła zrozumień całej tej sytuacji – Lou . . . – wyszeptała przez łzy , a ja w końcu mogłem ją pocieszyć i wytrzeć jej łzy.
- ja przepraszam , byłem taki głupi, nie potrafiłem ci powiedzieć całej prawdy , bałem się że mnie znienawidzisz ! że nigdy już nie będziesz chciała znać ! – odwzajemniła mój uścisk – ja powiem ci wszystko , tylko proszę wróć do mnie ! . . . nie mogę żyć bez ciebie.
- dobrze – powiedziała mi prosto do ucha. Usiedliśmy na huśtawce, złapałem ją za rękę i powiedziałem wszystko. To jak się zginęła moja mama, jak się pierwszy raz poznaliśmy , jak mój ojciec został zamordowany . . . o wszystkich kłótniach. . . i o wielu innych sprawach.
- wiesz ,że nigdy nie byłem aniołem . . . i się nim nie stanę. Znasz cała prawdę . . . znasz moją gorszą stronę i naprawdę zrozumiem jeśli . . . nie będziesz chciała mnie już znać . . . – spuściłem głowę na dół , a ona puściła moją rękę. Więc taka była jej odpowiedź.

 

 
Czy wiecie jak to jest stracić bardzo ważną nam osobę ? Kogoś bez którego nie możecie wyobrazić sobie dalszego życia? Mi zabrano już dwójkę.
I jestem przerażona . . > ponieważ za pierwszym razem byłam w całkowitym dołku. Wypłakiwałam się w samotności tak aby nikt nie widziałam.
Za każdym razem kiedy zaczynałam wspominać całkowicie się rozklejałam! i można powiedzieć że nadal tak jest. Sądzę że to nigdy się nie zmieni.
Kiedy tylko gram w warcaby , domino lub chińczyka moje myśli całkowicie odpływają do czasów kiedy ona jeszcze żyła.
/ wpadałam w tedy cała umorusano do kuchni z rozwalonymi warkoczami w przygłupiej sukience i widziałam ją . . idealna damę z małym papierosem w ręce która na mój widok zawsze się uśmiechała.
Pamiętam to łagodne słońce wpadające przez okno do pomieszczenia. Zawsze mnie upominała że kobiecie nie przystoi takie zachowanie , że powinnam być łagodna i delikatna. Jak widać stara szkoła, lecz obie wiedziałyśmy że to dla mnie nie możliwe.
Następnie pokazywała ręką na krzesło naprzeciwko jej a ja natychmiast zajmowałam to miejsce. Spędzałyśmy razem naprawdę dużo czasu , choć już nie pamiętam o czym rozmawialiśmy.
Często widzę jej delikatne rysy twarzy , porcelanową popielniczkę i pudełko szachów..
gdy tylko wchodzę do ów pomieszczenia.\
Niestety czas to okrutna zmora . . nie ma jej już ze mną ( chyba ) 8 lat , wiecie .. > od nadmiernego palenia w końcu może pojawić się rak płuc !
przykrzę prawdą ?
Ale najbardziej bolesną rzeczą było to że podczas jej choroby bałam się w chodzić do jej sypialni. Teraz na prawdę tego żałuję , ale nie cofnę czas.
Ona urodziła się przed wojną , kiedy rozpętało się ów piekło miała 8 lat. Podczas końcowych dni jej życia przypominała sobie te okropne czasy , oczywiście ja tego nie słyszałam. Siedziałam w tedy przed telewizorem. Głupie dziecko , nie zdążyłam się z nią nawet porządnie pożegnać ..
na jej pogrzebie nie odważyłam się podejść do trumny, a teraz gdy jestem przy jej grobie naprawdę tego żałuję...

 

 
- Lou , co ty robisz ? ! Nie uważasz ,że powinniśmy porozmawiać ? – usłyszałem głos za mną kiedy otwierałem drzwi.
-masz rację – trzasnąłem nimi. – słucham ?
- że co ? to ty mi się powinieneś tłumaczyć !- miała rację, ale nie potrafiłem powiedzieć tego na głos.
- a co chcesz wiedzieć ? – spojrzała na mnie tak jakby przed sobą miała zupełnie inną osobę ,niż tą którą zna.
- powiedz mi po prostu prawdę ! – w jej oczach zbierały się łzy.
- prawdę ? ! – starałem się opanować – masz rację , powinnaś ją znać – spojrzałem w niebo , a po tem z powrotem na nią – ale nie mogę ci powiedzieć.
- nie możesz ? czy nie chcesz ? . . . to jest różnica – nie potrafiłem już nic powiedzieć – Lou, do zobaczenia jutro.
- czekaj , ja podwiozę cię – zaśmiała się smutno
- daj spokój ! – odeszła.
Pojechałem prosto do pracy , na szczęście nie zastałem dzisiaj tam szefa , pojechał na jakieś zebranie. Do współpracowników w ogóle się nie odzywałem, od razu zająłem się tym starym gruchotem. Niestety nie potrafiłem się w cale skupić. CO chwilę w coś uderzałem lub rozwalałem , przy czym kląłem w kółko. Miarka się przebrała kiedy rozwaliłem młotkiem tłumik.
- Lou to nie twój dzień , idź lepiej do domu. Ja wezmę z chłopakami za ciebie dzisiaj te auto. Szef o niczym się nie dowie
– kórwa mać! Wy chy…- byłem wściekły i o mało nie wyładowałem złości na nich, dobrze że w porę się powstrzymałem – dzięki , tak będzie najlepiej – wrzuciłem klucze do skrzyni i wyszedłem.
Jazda do domu strasznie mi się dłużyła, a z każdym kolejnym metrem moja złość z powrotem wzrastała, a domiar złego zepsuł mi się jeszcze samochód. Nie miałem dzisiaj głowy do naprawy, po prostu skopałem go parę razu i ruszyłem z buta do domu.
Nie mogłem otworzyć drzwi , wiec po prostu je wyłamałem. Wchodząc do salonu nie wytrzymałem. Wpadłem w szał. Zacząłem niszczyć wszystko co stało na mojej drodze. Na pierwszy cel poszła kanapa. W mgnieniu oka całą ja połamałem i jednym z drewnianych kawałków cisnąłem w telewizor, tak powstały małe fajerwerki. Po 15 minutach w salonie już niczego nie było , nawet okna się nie uchowały , ale mojej złości nie ubyło. Co chwilę zamieniałem się raz w człowieka a raz w wilka, nie mogłem nad tym zapanować. W końcu gdy to wszystko w miarę się już uspokoiło poczułem niewyobrażalny smutek. Usiadłem na podłodze i zacząłem płakać. Czułem się bezradnie, ale i to w końcu częściowo minęło. Nagle usłyszałem szmer za czymś co kiedyś było oknem.
- kto to ? ! – zawołałem zachrypniętym głosem.
- to ja – powiedziała cicho Emma
- czego tu chcesz ! przecież powiedziałem że nie chce tu nikogo widzieć !
- wiem , ale nie odbierałeś telefonu . . . w sumie to ty go wyłączyłeś . . . – weszła ostrożnie do pomieszczenia
- pomyśl ! ,może to znaczyć, że nie chce z wami rozmawiać !
- Lou , my wiemy że popełniliśmy błąd ! nie mieliśmy najmniejszego prawa tak się zachować. Nam naprawdę jest przykro. Chcemy , nie, my błagamy abyś wrócił ! – jej głos się załamywał – bo przecież jesteśmy ro…
- rodziną – dokończyłem za nią – błagam nie rozśmieszaj mnie ! Jesteśmy nią tylko i wyłącznie kiedy to wam się podoba ! Macie głęboko gdzieś co ja czuje ! I pokazaliście to już milion razy ! Czy nie tak właśnie było ! ?
- Lou my bardzo przepraszamy ! – wyszeptała zrozpaczonym głosem.
- ooo. a mnie to bardzo nie obchodzi ! Wy zawsze oczekujecie czegoś ode mnie ! Jedyne co robicie to bierzecie , a łaskawie w zamian dostaje tylko zbiorową nienawiść. Tak było zawsze i ostatnio doskonale to potwierdziliście ! Nienawidzę was ! I co ważniejsze nie chce was wcale znać ! – Emma zaczęła płakać i w tedy zrozumiałem ze przesadziłem. – przepraszam – przytuliłem ją – ale zrozum , to nie jest takie łatwe. Wy wszyscy się ode mnie odwróciliście i teraz oczekujecie że wrócę jak niby nic, a ja tak nie potrafię. – przez cała ta sytuację nie usłyszałem , jak ktoś wszedł do mojego mieszkania.
- wiem ,że to co zrobiłam było złe , przecież obiecałam że zawsze będę po twojej stronie. . . Lou ja cię . . kocham cię ,proszę wróć do mnie ! –w tedy usłyszałem jak ktoś rozdeptał kawałek szyby, obróciłem się i zobaczyłem . . . Mike.
- Miak ! To nie tak jak myślisz – odepchnąłem Emme – posłuchaj mnie . . .
- przestań ! ja . . . chciałam tylko porozmawiać , powiedzieć ,że nie powinnam tak na ciebie naciskać , ale teraz – spojrzała na Emme - . . . ja muszę znać całą prawdę !
- Emma , mogła byś wyjść . . . teraz !.- natychmiast zniknęła. – to była moja . . . przyjaciółka z dzieciństwa , my wiele razem przeszliśmy , alee. . . . – zatrzymałem się – my tak naprawdę jesteśmy rodziną . . . nie my jesteśmy tak jak rodzina – złapałem się za głowę – ja . . .ona . . …my . . . nie, ja nie potrafię !
- co przez to rozumiesz ! ?
- ja nie potrafię ci powiedzieć całej prawdy , może ja nawet nie chce tego robić . . . –ponieważ nie mogę zaakceptować tego kim ja tak naprawdę jestem.
-nie powiesz mi, prawda ? – przytaknąłem – a ja nie potrafię żyć w związku opartym na kłamstwie! Więc . . . – zawahała się , ale oboje wiedzieliśmy do czego to zmierza. - . . . więc to już koniec ! – powiedziała prawie niesłyszalnie i odeszła. Zniknęła.




 

 
- masz jeszcze krawat – podała mi go.
- dzięki kochanie i przepraszam za kłopoty , wiem że będziesz musiała się z tego tłumaczyć – szybko się ubrałem i otworzyłem okno – chciałbym jeszcze zostać , ale cóż, sama słyszałaś teścia, muszę iść – stanąłem na parapecie , ale o czymś sobie jeszcze przypomniałem. – Mika podejdź tu, tylko szybko – pocałowałem ją – Do zobaczenia dzisiaj w szkolę – przeszedłem kawałek po dachu , a potem wskoczyłem na pobliskie drzewo. Schodząc z niego jeszcze raz spojrzałem w stronę okna, Mika pukała się po czole i mówiła że mogłem wyjść schodami. Zupełnie o tym nie pomyślałem. W sumie zdawałem sobie teraz sprawę że najlepiej by było gdybym szybko zniknął z ich ogrodu , ale Mika w porannym świetle wyglądała tak pięknie, że nie wytrzymałem.
- booooże , jaką ja mam zajebista dziewczynę !- mam tylko nadzieje że szef tego nie usłyszał bo mogę mieć przejebane.
- czyli jestem jego dziewczyna ?- oparła się o parapet i patrzyła jak odchodzę – boże jakiego ja mam walniętego chłopaka - wyszeptała
W domu poszedłem spać dalej, bo przecież nie jestem dziewczyna i nie musze wstawać tak wcześnie aby się przyszykować. Było gdzieś około 6 , ja do szkoły ma chyba na 8 ,więc co najmniej do 7.40 mogę sobie spokojnie spać. Niestety moje wspaniałe plany zepsuł mi mój głupi telefon, który już od 10 min nie przerwanie dzwoni. W końcu podniosłem się i po niego sięgnąłem, ale nie byłem w stanie odebrać, chociaż z początku taki miałem zamiar, jedyne co mogłem zrobić to wyłączenie go, niestety nie pomyślałem że w ten sposób pozbędę się również mojego budzika. Właśnie dla tego w szkolę pojawiłem się dopiero na trzecią lekcję – godzinę wychowawczą. Wchodząc do klasy zobaczyłem, że dzisiaj nie było chyba z połowy osób.
- Ooo.. zobaczcie kto to się pojawił ! – powiedziała nauczycielka- zresztą nie ważne. Po prostu usiądź i udawaj trupa jak pozostali – normalnie zająłbym miejsce na końcu klasy przy oknie , ale dzisiaj musiałem poważnie porozmawiać z Barrym.
- Hej stary . . .
- człowieku ciszej ! czego się drzesz ! nie widzisz, że umieram – spojrzał na mnie jednym okiem , drugie wciąż pozostawało zamknięte – ohhoo, mów co się stało.
- co ?
- stary , widzę twoja minę. Po prostu wywal to z siebie , ja jestem dużym chłopczykiem i zniosę wszystko.
- wczoraj na imprezie . . . – zatrzymałem się , ale Barry pogonił mnie ręką – ja i Mika . . .
- spiknęliście się. Spoko, wiem. – patrzyłem na niego ze zdziwieniem. Oczekiwałem zupełnie inne reakcji, no wiecie w końcu za nią szalał , czy coś.
- widzę ,że nie kapujesz . Więc słuchaj uważnie . . . – uderzył pięścią w ławkę i podniósł się energicznie z płomieniami w oczach – oto wspaniały ja , wczoraj zaliczył dziewczynę ! Marry i ja pieprzyliśmy się prawie całą noc ! – wykrzyczał mi w twarz – a teraz jest MOJĄ DUPĄ ! – nagle z poważniał – tylko nie mów jej, że tak o niej powiedziałem bo mnie zabije – cały Barry ,on jest jedyny w swoim rodzaju. Pozostałą część lekcji spędziliśmy tak jak radziła nam wychowawczyni , udawaliśmy trupy.
- Marruś , kochanie ! – wykrzyczał radośnie Barry i wybiegł z klasy , lecz po chwili wrócił.- Lou , no ruch ! Długo mam czekać – i ponownie pobiegł , a ja chwyciłem torbę i ruszyłem za nim. – Widzę ją ! – Barry przyssał się do szyby wychodzącej na patio.
- wow, stary , jesteś jak glonojad
- Japa , patrz idą . . . Mirruś – zawołał Barry jak tylko dziewczyny weszły do środka, a ja spojrzałem na Mikę. Od razu nabrałem ponownej ochoty na to co nie udało się nam zrobić dziś rano, i po minie jej minie wiedziałem że ona zrozumiała o co mi chodzi, uśmiechnęła się i ruszyła w stronę łazienki , a ja tuż za nią. Otworzyła drzwi do kabiny i weszliśmy do środka, powiem tylko że to u nas było całkiem normalną rzeczą.
Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi od razu się na nią rzuciłem, nie mieliśmy dużo czasu , więc nie owijałem w bawełnę ,ona na mnie wskoczyła i oplotła mnie nogami wzdłuż moich bioder. Znów ten szał , którego nie potrafię kontrolować. Kiedy jesteśmy jednością, tracę wszystkie zdrowe zmysł, a mój rozsądek wyparowuje. Skupią się jedynie na biciu naszych serc , które to również w końcu się łączą i zaczynają bić jednym rytmem i na tym jak nasz oddech zaczyna się dopełniać. To w stu procentach najczystsza cielesna przyjemność . Kidy już powoli dochodziliśmy do siebie , odstawiłem ją ostrożnie na ziemi , cały czas mocno trzymając , aby przypadkiem nie upadła. Przestałem ja całować w usta a zjechałem do szyj i obojczyka . Nagle poczułem smak krwi, a gdy to się stało natychmiast powróciłem do świata rzeczywistego. Trzymałem zapłakaną Mikę w ramionach , a moje zęby były lekko wtopione w jej szyje.
- Lou ! to booli, proszę puść mnie !- cała drżała ze strachu, ja również. Nie wiedziałem co się dzieje i jak mogło do tego dojść. Natychmiast się od niej odsunąłem, a Mika opadła na ziemie zakładając ręce na kolana i chowając twarz. Zapadła cisza , a ja nie potrafiłem jej przerwać.-czemu to zrobiłeś ? – zapytała wytarłszy łzy – dlaczego ? – patrzyłem na nią , ale nie potrafiłem nic jej odpowiedzieć.
- nie wiem – powiedziałem bezradnie.
- Lou ! nie kłam! Od początku cos przede mną ukrywasz ! . . . powiedz mi ! muszę wiedzieć.
- ja. . . – w tej chwili chciałem jej powiedzieć cała prawdę o mnie , o tym kim jestem i co się stało z moją rodziną , o moim dziadku , o stadzie dosłownie wszystko , ale nie potrafiłem - . . . ja nie wiem. . . ja . . . – przerwał mi dzwonek - . . . muszę iść – nie czekałem na jej pozwolenie , po prostu z tamtą wybiegłem. Poszedłem na lekcję i próbowałem przez chwilę oderwać myśli od tego co się stało , ale nie potrafiłem. Wiedziałem , że muszę ją przeprosić i wszystko jej wytłumaczyć , ale za każdym razem gdy tylko ją zobaczyłem od razu panikowałem i uciekałem jak tchórz. Skończyło się na tym ,że przez resztę dnia ją unikałem, aż do czasu zakończenia lekcji. W tedy spotkaliśmy się na parkingi szkolnym.

 

 
Obudziłem się kiedy usłyszałem świergot ptaków, było jakoś około 5 a.m. Mika dalej spała wtulona we mnie , nie miałem serca jej budzić. Jej delikatny oddech zatrzymywał się na mojej klatce piersiowej. Zacząłem bawić się jej lokami.
- jeszcze pięć minut – powiedziała zachrypniętym głosem, ale po chwili otworzyła zaspane oczy i spojrzała na mnie – dzień dobry – uśmiechnęła się – nie wiedziałam ,że jesteś rannym ptaszkiem – podniosła się i usiadła na skraju łóżka – przypominasz bardziej lenia – zaśmiała się
- a ja nie wiedziałem ,że z rana wyglądasz jak zupełnie inna osoba – zbliżyłem się do niej – trzeba było mnie wczoraj ostrzec – wyszeptałem jej do ucha, a ona chwyciła poduszkę i mnie ja uderzyła, nie chciałem pozostać jej dłużny więc zrobiłem to samo. Zaczęła głośno się śmiać.
- Jesteś prawdziwym idiotą
- możliwe – pocałowałem ją – po tej minię zgaduje że chcesz więcej , zrobiłaś się naprawdę zboczona- droczyłem się z nią.
- możliwe – odpowiedziała i również mnie pocałowała. Usiadła okrakiem na mnie , a ja się położyłem, niestety przy tym uderzyłem się dość mocno w głowę i hałas rozszedł się po całym pokoju, a my wybuchliśmy śmiechem – pierdoła ! – Mika położyła się obok mnie – zepsułeś chwilę – patrzyliśmy sobie w oczy – ale może uda ci się to naprawić – chciałem znów ją pocałować ale. . .
- Mika ! co się tam dzieje ? czemu się tak rzucasz ? – usłyszałem jakże melodyjny głos mojego szefa.
- i kto teraz zepsuł chwile , co ? - popatrzyłem na nią – chociaż może nie konieczni. . .
- nawet nie próbuj – przerwała mi i zakryła moje usta swoją ręką
- a może tak tylko troszeczkę ? – ucałowałem jej palce, a ona się zarumieniła i kiwnęła niepewnie głową. Już miało zacząć robić się przyjemnie , kiedy to zadzwonił telefon.
- nie dane nam jest dzisiaj się zabawić – zgrabnie podsumowała wszystko to co się dzisiaj stało – a teraz lepiej to odbierz bo przyjdzie Pan Maruda – zaśmiała się , a ja zacząłem szukać mojego telefonu , cóż szło mi nieco mozolnie, ale było dopiero po 5 ! Powiem szczerze, że kiedy już znalazłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni nieco mnie to zamurowało. Chwilę wpatrywałem się w ekran nie wiedząc co zrobić . – Lou ! mówię poważnie odbierz to – nie reagowałem – okay, jeśli ty nie chcesz tego zrobić ja to zrobię – zabrała mi telefon z reki
- nie ! – rzuciłem się w jej stronę aby zabrać telefon , ale nic tym nie wskórałem –Mika ! nie rób tego !
- Mika nie rób tego ! – wystawiła język – uważaj bo cię jeszcze posłucham – czasami zachowuje się gorzej niż dziecko.- a tak w ogóle to kto to dzwoni ?
- . . . – nie odpowiedziałem
- Lou, kto dzwoni ? – wiedziałem ,że tak łatwo się ni podda , westchnąłem i jej odpowiedziałem.
- mój dziadek ,ale proszę Mika nie odbieraj.
- widzę ,że musieliście się naprawdę mocno o coś pokłócić.
- mniej więcej.- pogładziła mnie po twarzy.
- ale czas w końcu się pogodzić ! – odskoczyła ode mnie i odebrała telefon. – dzień dobry ! z tej strony Mikaa . . . – więcej nie byłem w stanie usłyszeć, usiadłem koło łóżka i po prostu czekałem, ale nie trwało to długo. – Lou – zawołała cicho , a ja spojrzałem na nią z niepokojem w oczach – on. . . się rozłączył . . . przykro mi – przytuliła mnie – ale dalej uważam, że powinieneś z nim porozmawiać . . .
- nie – odsunąłem się od niej i wstałem – nie wyciągnę pierwszy ręki na zgodę – popatrzyłem w okno – kurdę – uderzyłem w ścianę – głupi stary dziad . . .
- KONIEC ! Miak ! co ty robisz ?! – wykrzyczał teściu po czym usłyszeliśmy kroki na schodach. Nasze serca stanęły.
- Lou ! chowaj się ! – krzyknęła szeptem , podając mi koc
- ale gdzie ? i niby po co mi to ?
- nie wiem ! – rozejrzała się po pokoju – owiń się kocem i wejdź pod łóżko !
- co ?
- no wejdź pod łóżko – usłyszeliśmy jak mężczyzna naciska klamkę – no ruchy! – Mika wskoczyła na łóżko , a ja wsunąłem się pod.
- Czy ty wiesz która jest godzina ? ! – wpadł wściekły do pokoju
- Przepraszam , miałam zły sen ? – nie brzmiało to przekonywująco.
- aaa, okay. Skoro tak – nie mogłem uwierzyć ,że dał się na brać. Widać ,że to jest córusia tatusia. – Mika idę teraz do łazienki ,a kiedy wrócę i przyjdę tu z powrotem JEGO ma już nie być – powiedział przekraczając próg – i niech następnym razem nie zostawia koszulki w tak widocznym miejscu – wyszedł i zatrzasnął drzwi, a ja od razu wstałem i zacząłem szukać moich ubrań.

 

 
Właśnie skończyłam pisać 'nie można ignorować uczuć' :3 ( choć zastanawiam się czy nie zmienić zakończenia ),więc zostało mi tylko już wstawiać nowe rozdziały xDD
Mam też sporo innych pomysłów na zupełnie nowe opowiadania :V i chyba na początek wezmę coś o syrenach , ale przedtem muszę skończyć 'E18' i ' moich dwóch aniołów ' :#
oooo i jest jeszcze ' władca piekieł '. haha. xDD prawie o tym zapomniałam
 

 
- do zobaczenia jutro.

- do jutra. – opuściłam cukiernie – ta dziewczyna jest dziwna. Nigdy się nie uśmiecha z nikim nie rozmawia. Zawsze jest ponura..

- daj spokój, zachowujesz się jak stara lafirynda. . .

Szłam brukowaną ulicą ,kiedy słońce właśnie wschodziło. Ptaki zaczynały śpiewać, a jeszcze zaspani sklepikarze rozkładali swój towar. Każdy pomyślałby ,że to piękny dzień , ale ja chciałam jedynie znaleźć się w moim łóżku i go dzisiaj nie opuszczać.

Wejście do mojej kamienicy było zagracone stertą pudeł , ktoś musiał się tu dziś wprowadzać, zapewne za Panią Alongi. Starą wdowę , której jedynym towarzyszem był niesforny kocur – Fortuna.
Na tle tych wszystkich wścibskich sąsiadów ,ona jedyna unosiła się ponad poprzeczkę. Była jak trzecie oko , wszystko widziała i wiedziała. Jeśli policja miała jakąkolwiek sprawę do załatwienia w tej dzielnicy zawsze zwracała się z prośbą do pani Alongi. W swoim startym fartuchu i z wałkami na włosach które zawsze oplatała zużyta siatka na włosy, trzymając papieros w ręce codziennie o godzinie 5 rano , kiedy to ja wracałam z pracy , otwierała okno i krzyczała:
- Fortuna e lo stupido gatto ?! Dov’e ? * - budząc przy tym większość dzielnicy.

Umarła jakieś nie cały tydzień temu, nie powiem żebym za nią jakoś szczególnie tęskniła, ale muszę przyznać że ta głucha cisza z rana bywa męcząca. Nikt już nie chodzi do niej na ploteczki , nikt się nie awanturuje o porozrzucane niedopałki papierosów i nikt już nie wyprowadza swoich kochanków przez dziurę z tyłu muru , tak aby pani Alongi się o niczym nie dowiedziała.

- Scuzi , zaraz to wszystko uprzątnę – z drzwi wyłonił się bardzo przystojny mężczyzna, był tak wysoki ,że musiał się schylić aby przejść przez nie. Maił brązowe uroczę loczki , które delikatnie opadały mu na ramiona. Z jego niebieskich oczu buchał żar życzliwości z zadziornymi iskrami, które doskonale dopełniał serdeczny uśmiech ukrywający się pod zarostem. Miał na sobie dobrze dopasowane czarne spodnie i rozpiętą do połowy białą koszulę , która odsłaniała jego muskularną klatkę piersiową. Był w stu procentach różny od Edwarda, który to był typowym aryjczykiem. Również dobrze zbudowanym, dość wysoki , ale zawsze z poważną miną i chłodnym spojrzeniem.

Przeskoczył żywo przez próg chwycił parę kartonów i postawił na parapecie jego mieszkania. Wszystkie te czynności wykonywał z wielką gracją w cichy rytm muzyki granej przez radio.

- Bardzo przepraszam za ten bałagan , ale nie myślałem ,że ktoś będzie już nie spał o tej porze – mówił i podśpiewywał tekst piosenki jednocześnie, a ja skorzystałam z okazji że akurat nie patrzy i weszłam do kamienicy – Mi chiamo Eros Cuaora , e tu , come ti chiami ? . . . mógłbym się o to ciebie zapytać , jakbyś dalej tu była . . .

Weszłam do swojego mieszkania i zamknęłam drzwi na klucz. Nie czekając ani chwili dłużej i nie marnując czas na jakieś inne nie potrzebne czynność , rozebrałam się i wskoczyłam do łóżka. Zapominając przy tym o całym bożym świecie. Lubiłam leżeć w ten sposób nic nie robiąc. Niestety wszystko ma swoje minusy, odpoczywając w teki sposób bardzo dużo myślałam. Wspominałam przeszłość , rozmyślałam o teraźniejszości i marzyłam o przyszłości. To co mi się przytrafiło już dawno zamknęłam w szufladce z napisem nigdy nie otwierać. Wymagało to ode mnie wyrzeczeń , ale nie widziałam innego sposobu , który mi pozwoli wrócić do rzeczywistości.


  • awatar Kotek :**: Bardzo ciekawe opowiadanie będę na pewno je czytać :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- pff.to było . . – zdziwił mnie fakt ,że ona się tego przestraszyła Dziewczyna która spędziła cała noc z jakimś nieznanym wilkiem, którego potem głaszcze co wieczóe. Nie rozumiałem tego - . . . było smutne.
- słucham?
- to było bardzo smutne, jakby ten wilk rozpaczał za kimś – wybuchłem śmiechem – mówię poważnie!
- tak , tak wieżę ci. Po prostu większość ludzi powiedziało by, ze to było straszne a nie smutne, jesteś jedyna w sowim rodzaju – patrzyłem jej w oczy , naprawdę się martwiła. – Czas na ciebie - wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem jej drzwi. Podałem jej ramię i odprowadziłem do drzwi.
– Dziękuje za dzisiaj , było wspaniale.
- Nie ma za co , polecam się na przyszłość . Dobranoc – czekałem już tyko na jej pożegnanie, żeby móc wrócić do samochodu.
-Naprawdę dziękuję- złapała za mój krawat i przyciągnęła mnie do siebie , a potem mnie pocałowała. Nie był to coś bardzo intymnego , ale według mnie było to najlepsze zakończenie wieczoru – dobranoc – w mgnieniu oka znalazła się za drzwiami, a ja wróciłem do samochodu i odjechałem.
- Chyba go kocham – powiedziała osuwają się na ziemię i kładąc głowę na kolanach – kocham go – wyszeptała.

Tymczasem kiedy ja dojechałem do domu , zdałem sobie sprawę że nie chce aby to się tak skończyło. Wiedziałem ,że jeśli się pośpieszę to będę u niej z powrotem w 5 minut, nie myśląc wiele tak zrobiłem. Znów znalazłem się pod jej drzwiami , zapukałem cicho , zdając sobie sprawę ,że nikt i tak mi ni otworzy i w tedy usłyszałem dźwięk przyciskanej klamki. Nie czekałem aż drzwi się otworzą.
- Lou . . co ty tu . . ?
- to nie może się tak skończyć . .
-masz rację – pocałowałem ja znów , ale tym razem bardzo powoli. Tak aby zdała sobie sprawę z mojej obecności – ale ,tym razem zmienimy miejsce. Bo o ile tamtym był wszystko obojętne , o tyle mojemu tacie nie. Więc wytrzymaj jeszcze chwile. Do góry – pokazała palcem i wsiedliśmy cicho do jej pokoju , a ona zakluczyła drzwi i włączyła jakąś muzykę , a ja usiadłem na jej łóżku. Stała przy drzwiach patrząc się na mnie.
- gotowa ? – kiwnęła głową – co to chodź – wstałem , a ona się zbliżyła. – ściągnę z ciebie sukienkę, okey ?- no cóż nie czekałem na jej odpowiedź , odpiąłem zamek na jej plecach a ona sama się z niej zsunęła. Teraz Mika stała przede mną tylko w samej bieliźnie, ja natomiast poluzowałem krawat i ściągnąłem koszulę.
- nie bój się - położyłem ją na łóżku i zacząłem delikatnie całować zjeżdżając coraz niżej. Kiedy odpiąłem jej stanik , ona wstrzymała oddech i zamknęła oczy, a gdy ich dotknąłem na całym jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Zjechałem rękami niżej i zacząłem zsuwać jej majtki , dopiero w tedy Mika otworzyła oczy. Jej twarz był cała czerwona, a ja zastygłem – wszystko ? w pożąda, mam przestać ? , chociaż nie wiem czy będę w stanie.
- nie jest do..obrze . . . – uniosła ręce do mojego rozporka i ściągnęła ze mnie spodnie, pocałowałem ją, następnie uwolniłem swój instynkt i nie wiele myślałem. Po prostu pozwoliłem temu trwać. Nasze ciała ruszały się w jednakowym tempie tak jak serca biły w tym samy rytmie. Było ciemno , oświetlał nas jedynie blask księżyca i nadawa magiczny nastrój.
- Lou…. – szeptała- wil…lk, jesteś jak wilk, nie wyglądasz jak wilk. – nie zrozumiałem za wiele , ponieważ piosenka ją zagłuszała.
Nie zdawałem sobie sprawy ,że tej nocy była pełnia, przez co kiedy do pokoju dostawało się światło księżyca i od czasu do czasu oświetlało nas, Mika chwilami mogła zobaczyć moją wilczą stronę.

 

 
Rano mój budzik nie zadzwonił więc spóźniłem się do szkoły. Nie przejmowałem się zbytnio bo pierwszy mieliśmy w-f. Po prostu niepostrzeżenie dołączyłem do chłopaków biegających na bieżni.
- Widzę ,że ktoś się w końcu zjawił – powiedział nauczyciel, jak widać moje ‘ niespostrzeżone dołączenie’ nie wyszło najlepiej – Lou będziesz robił dodatkowe 15 okrążeń.
- ale ci się dostało – jak zwykle Barry zaszedł mnie od tyłu – patrz stary , pierwszoklasistki mają polski w klasie na parterze i jest tam Mika – zaczął skakać jak głupi - ej , patrz , patrz , gapi się na mnie – zobaczyłem ja wyglądającą przez okno i nasze spojrzenia się spotkały , ale ona dziwnie na to zareagował , odwróciła się.
Następne nasze ‘spotkania’ wyglądały podobnie. Cały dzień nie zamieniliśmy ani jednego słowa, zapadła się pod ziemie , a Barry ją szukał. Uwierzcie nie tak łatwo jest mu zniknąć , na pewno nie gdy się uweźmie. Na naszym treningu też jej nie było. Dopiero kiedy zamierzałem jechać do pracy pojawiła się.
- część , na co czekasz ? jedziemy ? –znów wprosiła się do mojego samochodu.
- zapnij pasy – ruszyłem – nie traktuj mnie jako taksówki.
- dlaczego ?
-jak to dlaczego ? bo nią nie jestem – podniosłem lekko głos, przez co ona się przestraszyła – przepraszam , nie powinienem się złościć. Po prostu miałem zły dzień.
- co się stało? - zapytała z troską , patrząc na moją twarz.
- bo . . . – wahałem się nad odpowiedzią –. . bo nie mogłem cię nigdzie znaleźć. Martwiłem się.
-ja przepraszam , nie chciałam cię martwić – wyszeptała. Z uśmiechniętej , stała się smutna i nie podobało mi się to.
- ej , to ja powinnam to zrobić – to głupie – ale tego nie zrobię.
- cham ! – zaśmiała się – to wredne.
- tak jest lepiej
- słucham ?
- kiedy się uśmiechasz tak jest o wiele lepiej - zatrzymałem się – jesteśmy.
- dzięki – chwyciła klamkę , ale nie mogła jej otworzyć – nie działa
- pokarz – nachyliłem się tak , że ramieniem dotykałem jej ciała ,przez co mogłem poczuć jej bicie serca to było coś niesamowitego.– i już – Mika się nie ruszała , obróciła głowę i spojrzała w moje oczy. – uwielbiam tą zieleń – dotknąłem ręką jej szyli , a później wsunąłem ją w jej włosy – i te loczki – kiedy poczułem jak nasze serca zaczęły bić w tym samym rytmie zaniemówiłem – wiesz . . . dzisiaj jest impreza u kapitana drużyny chcesz iść na nią – przybliżyłem swoją twarz to jej –no wiesz ze mną ? – uśmiechnęła się i kiwnęła głową na tak. Zbliżyłem nasze czoła do siebie – świetnie ,to świetnie !
- taak- uspokoiłem się gdy usłyszałem jej entuzjazm – to naprawdę super.
- Mika, długo jeszcze będziesz siedziała w jego samochodzie – całą tą romantyczną scenkę musiał zepsuć mój kochany szef.
- Spotkajmy się na miejscu o 11 , okey ?
-mogę przyjechać po ciebie ?
- jasne , jeśli chcesz aby on cię zastrzelił – zaśmiała się – do zobaczenia.

Czas szybko minął , zanim się obejrzałem już była ta godzina . Stałem przy oknie i czekałem , aż ona się pojawi. Każde tyknięcie zegara przyprawiało mnie o zawał serce , ale to nic w porównaniu gdy ja zobaczyłem. Przyszła równo o 11 p.m. i od razu skradła spojrzenia moje spojrzenie . Muzyka się zatrzymała , a ludzie zniknęli byliśmy tylko ja i ona. Ruszyłem w jej stronę , spotkaliśmy się na parkiecie. Chwyciłem jej dłonie, delikatne dłonie i przyciągnąłem ją do siebie , wtuliła się we mnie. Oparłem brodę o jej głowę i poczułem przepiękny kwiaciasty zapach jej szamponu. Muzyka zwolniła , piosenka dla zakochany. Zatrzymałem się , a ona spojrzała na moje usta , to było coś co oboje chcieliśmy. Na początku delikatnie , ale już po sekundzie przemieniło się to w coś ostrego. Nie potrafiliśmy tego zatrzymać , byliśmy jak zahipnotyzowani. Nie obchodziło nas nic. Przygryzła moją dolną wargę, a ja wziąłem ją na ręce i wyniosłem do ogrodu. Oparłem ją o drewniany stojak na róże, dalej się całowaliśmy. Powoli położyłem dłoń na jej udzie i zacząłem wsuwać pod sukienkę.
- cze… czekaj – zatrzymałem się.
- nie wiem czy będę w stanie długo się tak powstrzymać , więc mów szybko – kreśliłem kółka palcem na jej cielę
-kyaaa. Ty tak serio? – ucałowałem jej szyję
- a to jakiś problem ?
- t..takk na…a zew..nątrz ? – jej oddech zwolnił , a ona zaczęła cicho jęczeć , gdy przybliżyłem głowę do jej piersi.
- wszyscy i tak są schlani. Nikt nie zobaczy.
- jaaaj ! – próbowała stłumić swój krzyk – okey , tylko bądź delikatny ,dawno tego nie robiłam – wyszeptała, obróciła się do mnie tyłem i oparła o drewniany różany murek.
- jak dawno ? – byłem ciekaw.
- noo..o ta..k z 16 laa..at –urocza
- będę delikatny , nic nie będzie bolało – podniosłem jej sukienkę i już miał ją ściągnąć , kiedy rozbrzmiało wycie.
- aaa..aa, to wilk ! głośno . . . jest blisko – oddaliła swoją głowę
- nie ,jest najwyżej gdzieś koło mojego domu – przypadek ? , ale starałem się nie zwracać na to uwagi. Wróciłem do całowania Miki , ale on znowu zawył , chociaż to mogła być ona… Vici ?
- Lou . . . – słyszałem w jej głosie ,że powinniśmy przestać. – ja..aa..
- tak wiem . . . tylko chwilę poczekaj , ja też muszę się ‘uspokoić’ – odsunąłem się od niej , tak żeby mogła stanąć na ziemi i chwyciłem za rękę – myślę ,że lepiej jak cię odwiozę , za dużo wrażeń jak na jedna noc .
- Lou przepraszam – w oczach zebrały się jej łzy
- ej, ej nie martw się. Wszystko jest w porządku – ucałowałem jej czoło – przecież nic takiego się nie stało , chodźmy – objąłem ją ramieniem. W samochodzie prawie w cale nie rozmawialiśmy tylko słuchaliśmy muzyki. –o czym tak rozmyślasz ?

 

 
Szkoła to zło którego już dawno powinniśmy się pozbyć. Od dwóch godzin uczę się WOS’u i dalej nic nie umiem. Nie jestem głupią osobą , ale to mnie zaczyna przerastać. . . Zrobię sobie przerwę, rzuciłam się na łóżko i sięgnęłam po telefon.
16.32
Od : Chiaraa
Do : Louis
Hej kotku co tam ?<3 :3 tęsknie T.T
16.35
Od : Louis
Do : Chiarra
Marznę i również tęsknie <3
16.36
Od : Chiaraa
Do : Louis
Oooo. a co robisz O.o ?
16.37
Od: Louis
Do: Chiarra
Wyjrzyj przez okno
Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do okna, i kiedy podniosłam żaluzję , zobaczyłam . . . jego. Opierał się o swój cudowny samochód. Pomachałam mu na co on się uśmiechnął i pokazał abym spojrzała znów na mój telefon.
16.41
Od: Louis
Do: Chiaraa
Zejdź na dół porywam cię <3
Wybiegłam z pokoju jak burza , chwytając po drodze jakąś kurtkę i zakładając swoje tenisówki. Przed drzwiami jeszcze tylko spojrzałam w lustro i zastygłam. Nie mogłam uwierzyć jak potwornie wyglądam. Nieumalowana , nieuczesana w przydużej bluzie, a Louis był ubrany w przepiękny czarny garnitur i elegancki kremowy płaszcz. Tak widziałam go tylko przez chwilę , ale zdążyłam mu się doskonale przyjrzeć. Wbiegłam do łazienki i chwyciłam byle jaką sukienkę mojej siostry , nie jestem osobą która ubiera się dziewczęco , ale dla niego taka chciałam być. Rozczesałam włosy i upięłam je spinką. Przemyłam i umalowałam twarz. Zostały jeszcze buty. . .
- Weź te – powiedziała moja siostra – idealnie pasują do tej czerwonej sukienki tylko się nie zabij – włożyłam więc czarne wysokie obcasy z kartką z tyłu i niepewnym krokiem wyszłam z domu.
- Wow. . . to znaczy cześć – powiedział Louis- naprawdę pięknie dziś wyglądasz
- Dziękuję – zbliżyłam się do niego i nastąpiła jedna z najbardziej żenujących rzeczy , która mogła mi się przytrafić, potknęłam się.
- Spokojnie , mam cię – złapał mnie za moją talię i pomógł mi stanąć na równe nogi. –Urocza jak zwykle – pocałował mnie bardzo delikatnie, a następnie odsunął się ode mnie aby otworzyć mi drzwi. – Wskakuj – powiedział i kiwnął głowom.
Dzień był piękny , słońce świeciło i nie było widać ani jednej deszczowej chmurki , co tutaj w Anglii wydaje się rzeczą prawie nie możliwą o tej porze roku . Rozglądając się dookoła widziałam żółknące już liście na drzewach przez które przebijały się promienie oświetlając ławki w parku. Następnie przejechaliśmy koło szkółki jeździeckiej.
Cały czas rozmawialiśmy o jakiś głupotach , ale to nie tak ze te rozmowy mnie nużyły. Były dla mnie naprawdę ważne. Kocham to ,że Louis zawsze potrafi mnie rozśmieszyć , mówiąc czy robiąc coś głupiego. Sam powiedział kiedyś :
‘ Jeśli się nie uśmiechach mam ochotę płakać , bo to marnotrawstwo jeśli tak śliczna buzia się smuci’
Każda chwila z nim była jak wyciągnięta z bajki, on był prawdziwym księciem. Zawsze wiedział kiedy jest mi źle i nawet nie znając powodu zawsze potrafił mnie pocieszyć. Dlatego tak się denerwowałam będąc z nim. Nie wiem jakim cudem on może kochać kogoś tak przeciętnego jak ja. Zapaliłam papierosa i obróciłam głowę w drugą stronę , tak aby dym nie przeszkadzał Louis’owi.
- Palenie zabija.
- A jednak ja wciąż żyję.
- To jest złe.
- Wiem , pielęgniarka też tak mówi…
- Nie to miałem na myśli –przerwał mi – nie jestem wróżką , jeśli coś cię martwi powinnaś mi o tym powiedzieć , a nie czekać aż ja na to sam wpadnę.
- Ale nic mi nie jest.
- Czy aby na pewno – zatrzymał samochód i spojrzał mi w oczy – więc zaufam ci – pocałował mnie w czoło – zaczekaj – wyskoczył z samochodu i otworzył mi drzwi – my lady ? – pochwycił moja dłoń i wplótł w nią swoją, po czym ruszyliśmy w stronę rzeki. Tamiza była dziś zadziwiająco spokojna, można rzec że wręcz leniwa. Nad jej brzegiem był ogrom rozpuszczonych gołębi , które nie bały się już w cale ludzi , a nad to oczekiwały jeszcze od nich ziarenek. – ‘Piękny dzień , ale nie tak piękny jak ja ‘ , Johny Bravo –zaśmiałam się – widzę ,że udało mi się wyciągnąć cię z świata fantazji.
- przepraszam?
- lepiej by to brzmiało gdyby nie było na końcu tego znaku zapytania – przykucnął na chwilę- trzymaj – podał mi torebkę z ziarenkami. Zatraciliśmy się tam w czasie. Nie obchodziło minie nic, liczyliśmy się tylko my.- a więc? –spojrzał na mnie.
-Martwię się. . . –powiedziałam cicho.
- To już wiem – dodał sarkastycznie
- Nie wiem co ty takiego we mnie widzisz, są mądrzejsze i ładniejsze niż ja.
- tak to na pewno – przybliżył się do mnie – nie jesteś top modelką , ani na pewno nie dostaniesz Nobla , ale i tak z pośród tych wszystkich kobiet na świecie to ty jesteś najwspanialsza. Masz w sobie to coś , co przyciąga wszystkich do ciebie i dla tego nie raz byłem zazdrosny.
- Nie wierzę ci.
- To również już wiem , ale to nie szkodzi i ty w końcu zrozumiesz, a teraz wracajmy , za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Całą drogę powrotną moją głowę zaprzątały słowa wypowiedziane przez Louisa. Nie potrafiłam się skoncentrować na rozmowie z nim. Nagle poczułam ja samochód przyspiesza.
-Lepiej się trzymaj to dopiero początek !
- Louis to głupie , przestań –moje protesty nie był zbyt przekonywujące , przez mój nieustanny śmiech – chyba widziałam radiowóz – obróciłam głowę aby się upewnić
- i tak mnie nic nie powstrzyma –i w tedy usłyszeliśmy policyjnego koguta. – kurdę.
- Louis ?
- Nie martw się wszystko będzie dobrze – zapewniał mnie kiedy policjant podchodził.
- Proszę wyjść z auta – Louis wykonał to polecenie bez żadnego oporu , ale później już było gorzej.
- Dzień dobry- wyciągnął rękę na powitanie - nazywam się Louis . . .
- Przedstawi się pan jak będziemy spisywać mandat w radiowozie – przerwał mu policjant i zignorował uprzejmy gest.
- Ale ,żeby od razu mandat , czy to przypadkiem nie lekka przesada ? – położył dłoń na ramieniu policjanta , ale ten ja strącił
- Czy to jest wyśmiewanie funkcjonariusza na służbie?- pogroził mu dłoniom
- To nie . . . , ale to już tak – chłopak zaczął się bawić jego czapką.
- Wystarczy tego ! – krzyknął policjant i obezwładnił on Lou , pchając go przy tym na drzwi.
- Czy aby na pewno wszystko w porządku ? – zapytałam
- W najmniejszym
- Idziemy – ciągnął go w stronę pojazdu.
- Wybacz , ale widzisz jestem rozchwytywany – funkcjonariusz otworzył drzwi samochodu i wepchnął go do środka – nie dzwoń , ja zadzwonię– powiedział żartobliwie przed zatrząśnięciem drzwi.

  • awatar Dead Grace: Dobrze piszesz, choć sądzę, że przy dialogach za dużo szczegółów :) Postaw czasem na brak opisywania reakcji.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- buuuu – wystraszyłem się gdy poczułem na sobie czyjś ciężar – nie panikuj , to tylko ja – zeszła ze mnie a ja się obróciłem , tak abyśmy mogli stać do siebie twarzą w twarz.
- gdzie byłaś ?
- a co martwiłeś się ? – nie opowiedziałem – załatwiłam ci wcześniejszy powrót do domu – powiedziała z dumą – więc rozbieraj się i spadaj.
- zadziornie, a może chcesz mi w tym pomóc – uśmiechnęła się
- dzisiaj nie ma dnia pomocy zboczeńcom, zaczekam na zewnątrz.
- możesz zostać – rzuciłem , ale jej już nie było – szybka jesteś.
Gdy już wszystko po zamykałem i pogasiłem , wyszedłem i zobaczyłem ją opierająca się o mój samochód. Tym razem padało na nią światło księżyca, wyglądał inaczej. Z trudem się powstrzymywałem. Miała na sobie sukienkę i długie czarne podkolanówki , a kiedy mnie zobaczyła podniosła się i podeszła.
- Powinnam zrobić ci zdjęcie w tym uroczym kombinezonie.
- nie , lepiej żeby nikt się o tym nie dowiedział.
- bo stracisz swoją pozycję ? to jest takie płytkie.
- i tak tego nie zrozumiesz.
- skąd to wiesz ? nawet nie chcesz spróbować . . . – ściszyła głos
- tak jest łatwiej. Nikt się nie miesza w twoje sprawy.
- to smutne. – patrzyła ze współczuciem na mnie – jesteś tak samotny. Nie chcesz nikogo do siebie dopuścić.
- jestem jaki jestem to się nie zmieni.
- mówisz jak jakiś emo – wytknęła mi ze śmiechem – wróć do żywych.
-powiedziała dziewczyna z ADHD
- jestem normalna – dalej sobie to wmawiaj – ej, masz coś na włosach. – sięgnęła w stronę mojej głowy , ale była za niska , aby dosięgnąć to co chciała – zniż się trochę- powiedziała podenerwowana, bez protestowania zrobiłem to o co mnie prosiła, a ono chwyciła maleńki kawałek metalu. – masz dziwne włosy . . .
- jak nie człowiek – dokończyłem za nią
- ja mówię prawdę , nie śmiej się.
- przecież tego nie robię - powiedziałem przez zęby , aby nie wybuchnąć.
- one są szorstkie i zarazem miękkie . Idź się leczyć- bawiła mnie jej powaga w głosie
- okey , chodź odwiozę cię.
- nie dzięki , tata już skończył więc zaraz po mnie przyjedzie?
- a co robił szef o tak późnej porze ?
- nie wiem. . . jakieś zebranie przeciw psom czy coś. – rozległo się trąbienie – to po mnie , pa
Zostawiła mnie i poszła do ojca. Najgorszy wybór jaki mogła dokonać, a tak w ogóle jak to możliwe ,że ktoś tak brzydki spłodził kogoś tak ładnego jak ona. To jest biologicznie nie możliwe. W nocy nie mogłem spać , ciągle myślałem o niej , to pierwszy raz kiedy się tak zachowuję.


 

 
- co ty sobie wyobrażasz ? spóźniłeś się ponad pół godziny , odciągnę co za to z pensji ! – na dzień dobry usłyszałem wrzask mojego szefa. – zostaniesz po godzinach !
- tak , tak. Pana również miło widzieć – odpowiedziałem zmieniając ubrania na kombinezon roboczy, który to był zwykłym , szarym , śmierdzącym i o wiele za dużym kawałkiem worka.
- myślałem ,że tylko kobiety noszą biżuterię ! – roześmiał się , ale nie pozwoliłem żeby długo bawił się moim kosztem.
- a ja, że tylko napalone nastolatki patrząc gdy się rozpieram – natychmiast zamilkł – i jeszcze ta praca po godzinach, podejrzane – wiedziałem ,że to musiało go nieźle wkurzyć , ale za to bardzo rozbawiło resztę pracowników. Niestety ja za karę dostałem do naprawy najgorszy syf. Chyba stuletniego grata , nie to nie był jeden z tych zabytkowych pojazdów, tylko zwykła przyczepa na kółkach , którą już dawno ktoś powinien wyrzucić.
- Właź do kanału i nie wychodź póki nie skończysz – i w ten właśnie sposób pożegnałem się z kolacją i … snem. Czas strasznie szybko mijał , wszyscy powoli kończyli i wychodzili, a u mnie końca nie było widać. – Ja idę do domu , zostawiam ci kluczę , zamknij wszystko jak skończysz – w cale nie czekał na to co odpowiem.
- kuurffa, nie mam tego jebanego klucza – wydarłem się na cały głos – jebany Maouro ,znów go wziął i nie oddał. Zajebie , pieprzona 6 – możliwe że trochę mi puściły emocję.
- proszę płaska 6 , tak jak chciałeś – wychyliłem się i zobaczyłem Mikke – nie musiałeś się tak wydzierać
- dzięki – zignorowałem jej uwagi i znów wróciłem do pracy.
- nie wiedziałam , ze tu pracujesz ?
- nie pamiętam abyś pytała ? – odpowiedziałem z sarkazmem.
- a wiec dziewczyna ? nie, no powiedz gdzie się ukrywa
- przecież z nią rozmawiam – jej serce przyśpieszyło.
- na pewno każdej tak mówisz ?
- jeep , bez wyjątku – zaśmiałem się.
- i mówi to facet dla ,którego idealny wieczór to grzebanie w jakimś starociu.
- w sumie , jeśli tak bardzo chcesz to mogę przestać i zająć się tobą. – z nadchodzącą ciszą poczułem jak serce podchodzi mi do gardła. Martwił mnie jej brak odpowiedzi, zrozumiałem ,że powiedziałem coś nie potrzebnego. – Mika, jesteś tam jeszcze ? – nie wytrzymałem i musiałem przerwać te męki, ale nic nie usłyszałem. Wyszedłem z kanału i się rozejrzałem , nigdzie jej nie widziałem.


 

 
- mam dość – powiedział kierując się w stronę baru
- ej , poczekaj – dziewczyna od razu ruszyła za nim.
– czy zawsze musisz robić to co ci się żywne podoba ? mogła byś choć raz pomyśleć o mnie ! – usiadł na jednym z krzeseł barowych i zamówił piwo
- że co ?- nie reagował - o co ci znów chodzi ? –wybuchła- jak zwykle musisz robić aferę gdy gdzieś wychodzimy. – patrzyła na niego z wyrzutami – jesteśmy tutaj już od dwóch godzin i . . . ja też chce zatańczyć tak jak to robią inni ! nie możemy choć dziś udawać normalnej pary ? – obróciła się w stronę barmana – co dziennie kłócimy się o jakieś drobiazgi , tylko dzisiaj zróbmy sobie przerwę. – dotknęła jego dłoni.
- już na samym początku mówiłem ci że dla nikogo się nie zmienię – odtrącił ją – nawet dla ciebie.
- daj spokój , chodzi tylko o jeden taniec.
- nie – powiedział stanowczo, po czym zapadła cisza
- świetnie kolejny wieczór zepsuty – obróciła się w stronę parkietu – ty będziesz pić , a ja będę pilnować żebyś się kompletnie nie zalał !
- a ktoś cię o to prosił ? ! – odstawił z hukiem kufel piwa – idź ,śmiało nie krępuj się ! – dziewczyna osłupiała. Nie tak wyobrażała sobie dzisiejszą noc. Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę , ale widząc ze nic nie wskóra , machnęła tylko ręką.
- a pójdę – wstała i ruszyła w stronę tłumu ludzi. Nie potrzebowała dużo czasu aby wczuć się w rytmy muzyki , była naprawdę dobrą tancerką. Po nie pełnych dwóch sekundach znalazła się w centrum zainteresowania większości mężczyzny. Zresztą trudno się dziwić, piękna zgrabna niebieskooka blondynką , która lubiła się zabawić, kręciła się pośród lekko sztywnych dziewczyn. Utworzyło się wokół niej kółko ‘zainteresowanych ‘ z których każdy chciał porwać ja na własność, ale nic z tego, lecz w końcu pojawił się on - wyskoki przystojny brunet – chwycił ją w tali i obrócił do siebie , stał teraz bardzo blisko jej. Ona mogła poczuć jego oddech we włosach. Zaczęli ruszać się w rytm dość szybkiej piosenki, dziewczyna wyginała się jak guma , a mężczyzna mocno trzymał ją w swoich ramionach. Zwykle nie był aż tak swawolna , ale tym razem chciała rozłościć swojego chłopaka i to jej się idealnie udało , gdyż na każdym kroku czuła morderczy wzrok swojego narzeczonego, ale ona z premedytacją go ignorowała. Lecz kiedy nieznajomy obniżył swoje ręce na pośladki dziewczyny on nie wytrzymał. Wtargnął na parkiet i chwycił ukochaną mocno za rękę, a następnie wyciągnął na zewnątrz klubu. Nie był przy tym ani trochę delikatny.
- puść , to boli – wyszeptała , ale ona na to nie zareagował.
- . . . – powiedział coś niezrozumiale pod nosem – zadowolona ! – stanął puszczając jej dłoń – powinienem teraz wrócić zabić tego gnoja! – uderzył pięścią w samochód – jestem wkórwiony ! zadowolona ! – patrzył jej teraz prosto w twarz , a dziewczyna się uśmiechnęła.
- I to bardzo
- kórwa . . . – pocałował ją . . .


 

 
- Z tobą nic nie jest normalne – zaśmiałam się – kiedy mówiłeś, że mam się ładnie ubrać spodziewałam się wykwintnej restauracji , a nie jakiegoś obskurnego lokalu , gdzie sprzedają najlepszą pizze w mieście.
- A nie był to najlepsza pizza jaką jadłaś ?
- Owszem była – trzymaliśmy się za ręce idąc jedną z alej parku. Było późne listopadowe popołudnie, zapadał zmrok, naszą drogę oświetlały gęsto rozstawione lampy, które nadawały całej tej sytuacji romantyzmu.
- Ale to jeszcze nie koniec – w jego oczach mogłam dostrzec te nieznośne chochliki które zawsze zwiastowały problemy ale zestawione razem z tym nieziemskim uśmiechem był początkiem mojej zguby, gdyż nigdy nie potrafiłam odmówić. – Zobacz – obrócił mnie o 90 stopni i ujrzałam lodowisko ze sporą ilością ludzi.
- Ty chyba nie planujesz . . . –nawet nie musiałam kończyć , po jego minie od razu wiedziałam jaka jest odpowiedź.
- Zobaczysz będzie fajnie – zachęcał mnie , jednocześnie popychając do przodu – zobacz tylko na ich miny wszyscy są zadowoleni , będzie fajnie – zaciągnął mnie do szatni. Po rozglądał się chwile za łyżwami dla siebie , a potem znalazł i dla mnie – jeśli naprawdę nie chcesz to cię nie zmuszam – patrzył proszącym wzrokiem na mnie.- No to jak ?
- . . . chodzi o to że ja nie potrafię dobrze jeździć – patrzył na mnie ze zdziwieniem i zaśmiał się pod nosem , ale kiedy spojrzał na moją lekko zdenerwowaną minę od razu z poważniał.
- spokojnie , nauczę cię – posadził mnie na ławce tuż obok drzwiczek na lodowisko i zdjął ze mnie moje buty , poczym pomógł mnie nałożyć łyżwy – tak wystarcz, nie za mocno – spytał się mnie sznurując mi łyżwy.
- Jest idealnie
- No to co ? gotowa ? – podał mi rękę – trzymaj się mnie – kiedy wyszliśmy na lód moje nogi zrobiły się jak z waty i straciłam równowagę – mam cię – wpadłam w jego ramiona –kolejna próba ?- powoli odsunął się ode mnie , a ja ruszyłam. Na początku nieco niezgrabnie , ale z czasem nabierałam wprawy.
- Wychodzi mi , wychodzi mi ! – zaczęłam krzyczeć z podekscytowania.
- Wiedziałem , że ci się uda. W końcu jesteś wspaniała.
- Dziękuu… - nie dane mi było skończyć
- A teraz patrz na jeszcze wspanialszego mnie – wyjechał na środek i zaczął kręcić się w kółko. Po chwili wrócił do mnie , dumny ze swoich popisów – dobrze mi poszło ?
- Tak – uwielbiałam tą jego pewność siebie wymieszaną z dozą nieśmiałości – to było piękne – i znów wróciliśmy do kręcenia się w kółko. Co chwilę mogłam poczuć jego wzrok zawieszony na mojej twarzy.
- Posłuchaj , nie ważne czy wszystko dookoła nas zmieni się , chcę abyś wiedziała że my zawsze pozostaniemy tacy sami. Ja zawszę będę cię kołach i mam wielką nadzieje ,że tak samo będzie z tobą. Ja po prostu wiem ,że nie mógłbym żyć bez ciebie. – chwile takie jak te nie zdarzały się często. Zazwyczaj on był zabawną i szaloną osoba , takim lekko duchem. Trudno było z niego wykrzesać odrobinę powagi , więc naprawdę byłam wdzięczna kiedy mówił coś takiego , w tedy mogłam poczuć się ‘bezpiecznie’. – Tylko popatrz tam ? – zobaczyłam parę łyżwiarzy którzy wyczyniali niezwykłe rzeczy – też tak chcę – powiedział kiedy mężczyzna chwycił kobietę za nogę i zaczął nią kręcić dookoła siebie.
- Nawet sobie nie myśl ! – od razu zaprotestowałam.
- Nie ufasz mi ? – znów te iskry , ale tym razem połączone z małym szantażem – z reszta nie ważne , wszystko i tak się ułoży.
- Nie , nie nie , nie , Harry nie – próbowałam przemówić mu do rozumu , ale to nie poskutkowało. W ogóle mnie nie słuchał. Podjechał bliżej i chwycił mnie za talię , usiłując podnieść do góry , niestety to nie poskutkowało. Automatycznie znaleźliśmy się na ziemi.
- Wezwijcie pogotowie – doszły mnie jakieś krzyki z tyłu. Kiedy chciałam się podnieść poczułam straszny ból w kostce i syknęłam z bólu.
- Coś nie wyszło – usłyszałam Harrego – Ile ty ważysz ?- próbował rozluźnić sytuację jednym ze swoich głupich żartów , natomiast ja posłała mu gniewne spojrzenie.
- A nie mówiłam ? – powiedziałam z ironią w głosie.- Mówiłam ,żebyś tego nie robił.
- Proszę się mnie złapać – rozkazał jeden z sanitariuszy z karetki która właśnie podjechała , bez protestowania zrobiłam to co mi kazano i kiedy zabandażowali mi już stopę , mówiąc że to tylko stłuczenie, poczułam ulgę. – Jeśliby się pani źle czuła proszę zgłosić się do szpitala na tomografię ,jak na razie to wszystko. Moja koleżanka zajmuje się jeszcze Pani chłopakiem. Chciała by pani go zobaczyć?- kiwnęłam głową , a mężczyzna pomógł mi się dostać na ławkę naprzeciwko której siedział Harry. Miał on zabandażowaną rękę.
- . . .
- Takie wiem to moja wina – powiedział zanim zdążyłam się odezwać – naprawdę nie chciałem aby tak to się skończyło. Ja nawet nie pomyślałem , że coś takiego może się stać – tak właśnie myślałam.
-Proszę się nie ruszać – sanitariuszka z niepokojem na twarzy , zaczęła badać puls Harrego – jest duże prawdopodobieństwo ,że może mieć pan wstrząs mózgu. Musimy na tych miast jechać do szpitala.
- Proszę o jeszcze 5 minut , muszę zakończyć tą rozmowę.
- Nie ma na to najmniejszych szans – Harry został niemal siłą wciągnięty do karetki , ale zanim zatrzasnę się drzwi zdążył wykrzyczeć :
‘Następna randka będzie lepsza. Obiecuję ‘
- O ile się ona w ogóle odbędzie. . .


 

 
– Dobrze że ja do nich nie należę, a teraz zamknij oczy i postaraj się tak nie stresować. –Uśmiechnął się kiedy zobaczył , że dziewczyna wykonuje jego polecenie ,bierze głęboki oddech i powoli wydycha powietrz , a nastepnie czeka aż mężczyzna wykona swój ruch, a jemu nie trzeba długo powtarzać. Znów ja ucałował , tylko że tym razem nie poprzestał na niewinnym całusie. Powoli otwierał swoje usta zmuszając ją przy tym do tego samego. Położył swoje ręce na jej tali i przyciągnął do siebie , jednocześnie wsuwając język do jej ust. Dziewczyna jedynie jęczała cicho , co zachęcało jeszcze bardziej mężczyznę. Delikatnie musną jej podniebnie i wykonał ruch jakby usiłował wypowiedzieć literę R po czym zmienił zdanie i chciał powiedzieć L ,a następnie ostrożnie dotknął jej języka , przeszły ją dreszcze, delikatnie i powoli wykonał kółko. Tymczasem jego ręce z tali przeniosły się na plecy i sunęły ku górze w stronę guzików jej sukienki i jego zwinne palce dobrały się również do nich, rozpinając je szybko ale ostrożnie. Kiedy już się z nimi uporał zsunął z niej ubranie , pod którym ostał się tylko misternie zdobiony gorset i bardzo kuse majteczki połączone z pasem do pończoch. Wyglądał zmysłowo. Pomimo wykonywanych czynności nie przerwał pocałunku, przez co dziewczyna czuła się bardzo skrępowana. Cała się zaczerwieniła i poczuła jak w oczach zbierają się jej łzy. Oparła swoje ręce na klatce piersiowej mężczyzn i odepchnęła się łagodnie od niego ,po czym od razy wtuliła się w jego tors.
- . . . co się stało ?- powiedział po krótkiej ciszy, ale nie usłyszał odpowiedzi.
- boże, nie denerwuj się tak. Przecież nie dziej się nic złego – przytulił ją do siebie i ucałował we włosy.
- wszystko jest dobrze . . . słuchasz mnie? Spójrz mi w oczy – ale dziewczyna kręciła stanowczo głową
- powiedziałem spójrz mi w oczy – znów kiwała przecząco, przez co mężczyzna się lekko zdenerwował i popuścił uścisk żeby niemal na tych miast skierować swoje dłonie na jej twarz i unieść ją do góry , tak aby patrzyli sobie nawzajem w oczy.
- wszystko jest dobrze, nie ma czego się bać. – dziewczyna oddychała ciężko, a jej czerwone policzki znakomicie kontrastowały z jej bladą cerą.
~ muszę Panu coś powiedzieć . . . to mój pierwszy raz. – wyszeptała zapłakanym głosem, na co mężczyzna osłupiał. Zdawał sobie wcześniej sprawę, że jest nieśmiała i za pewne nie miała zbyt wielu kochanków , ale to że on jest jej pierwszym naprawdę o zaskoczyło końcu w dziewczyna w tym wieku już dawno powinna mieć za sobą swój pierwszy raz.
- Więc powinniśmy na dzisiaj po przestać. – nie bacząc na to co ona powie ,mężczyzna oddalił się , nie spoglądając za siebie ani razu. Tymczasem dziewczyna opadła zdumiona na ziemie. Nie do końca rozumiała co się tutaj stało. Z biegiem chwil zaczęła sobie wszytko przypominać.

 

 
Obudziłam się w szpitalu , nie wiedziałam co się dzieje. Nie czułam nóg ani rąk , a cała twarz paliła, nie mogłam się odezwać. Poruszyłam tylko delikatnie ręką.
- czy pani mnie słyszy ? - lekarka świecił mi lampką po oczach , nie byłam w stanie odpowiedzieć , mrugnęłam. – oznaki życia u pacjentki , która od 5 miesięcy była w śpiączce. Siostro proszę zwiększyć poziom morfiny. . . Proszę się nie martwić pani McRewell , jest w pani w dobrych rękach – po tych słowach znów zasnęłam. Miałam koszmary tamtej nocy , obudziłam się z krzykiem, a nad moim łóżkiem stał już prawie cały personel medyczny. – proszę się nie martwić , wszystko będzie dobrze. Znów ten znajomy głos.
Następne miesięcy mijały prawie tak samo. Nie potrafiłam przespać ani jednej nocy. Psycholog mówił że to normalne w moim przypadku. Z czasem zaczęłam normalnie funkcjonować. Kobieta, a dokładniej lekarka , która się mną opiekowała, z wielką cierpliwością znosiła moje okropne zachowanie.

- nie może pani wrócić do swojego starego życia – powiedział mi dość gruby mężczyzna w eleganckim garniturze. – tamten pożar to nie był wypadek. Ktoś zrobił to umyślnie. Podejrzewamy ,że to któryś z pracowników firmy pani świętej pamięci ojca. Dlatego otoczymy panią szczególną opieką, zmieni pani miejsce zamieszkania i tożsamość, dopóki my nie znajdziemy sprawcy. – oczekiwał mojej odpowiedzi , ale ja tylko skinęłam głową.
Wyglądałam okropnie. Wychudzone blada zmora z podkrążonymi i czerwonymi oczami. Ubrana w jakiś przy duży szpitalny strój. Nikt mnie nie odwiedzał, chociaż nie wszyscy z mojej rodziny w tedy zginęli. Na okładkach magazynów wciąż ukazywały się artykuły o mojej rodzinie. W tego co słyszałam to pogrzeb , na który nie byłam w sanie pójść , był piękną uroczystością , jeśli można tak to nazwać.
Spędziłam w szpitalu chyba rok , a następnie przeniosłam , się do jakiego nie wielkiego włoskiego miasteczka , gdzie nikt mnie nie znał. Zamieszkałam w jakieś kamienicy i zaczęłam pracować w cukierni. Miało to być tylko chwilowe rozwiązanie , a minęło już sześć lat. Nie miałam przyjaciół , a moje związki trwały najwyżej jeden miesiąc i opierały się jedynie na sexie. Nie potrafię już zaufać ludziom . Nie mogę przespać żadnej nocy w spokoju. To cud ,że jeszcze się nie rozpiłam.

 

 
- Mikaaaa , chcesz pójść ze mną na randkę ? – podziwiam jego ducha walki. Większość po tylu licznych porażkach dawno by się już poddało
- Tod , mam trening – złapałem go za tył bluzki i wyciągnąłem z klasy. Na początku dość mocno protestował , ale w końcu zagłuszył go śmiech uczniów z naszej klasy, a Mika patrzyła ze zdziwieniem.
- Nie martw się oni tak zawsze – próbowała wyjaśnić jedna z maturzystek.
- Nie martwię się – uśmiechnęła się – zastanawia mnie tylko fakt jak on zdołał go wyciągnąć z klasy ? nie wygląda na siłacza. – powiedziała do siebie po czym chwyciła swój plecak i szybko wyszła z lasy kierując się w stronę naszych krzyków. Zatrzymała się przed wejściem do szatni.
- haha , Miaka jak chcesz zobaczyć koszykarzy to wystarczy że pójdziesz z nami na hale, nie musisz od razu wchodzić do szatni – usłyszała głos swojej przyjaciółki za placami – chodź.– pociągnęła ją za rękę.
Usiadły na widowni i czekały na nas. To nie było nic niezwykłego, takich jak one był setki w naszej szkole.
-patrz idą – wykrzyczała jedna z dziewczyn , piszcząc i wskazując na nas palcem. Byliśmy już przyzwyczajeni i nie robiło to na nas najmniejszego wrażenia.
- Mikuuuuś kochanie ! Przyszłaś na mnie popatrzeć – wydarł się Bary gdy tylko ją zobaczy , ale ta zignorowała go i nie spuszczała wzroku ze mnie.
Starałem się skupić tylko na grze ale fakt, że ona tam jest zaczynał coraz bardziej mnie rozpraszać. W końcu ten męczący trening dobiegł końca. Mam nadzieję ,że więcej tutaj nie przyjdzie.
- Miłooość , wszędzie miłoooość. Ona mnie kocha , a ja kocham ją – śpiewał , a dokładnie to fałszował Bary – mówię ci , ona mnie pragnie – złapał mnie za ramiona i wydarł mi się prosto w twarz.
- To będzie musiała się tobą dzieli z Lou. – powiedział jeden z zawodników naszej drużyny.
- Daj spokój Jock , nie bądź zazdrosny – wytknął mu lekko wkurzony Barry a potem zaczął znów śpiewać. Przebrałem się jak najszybciej i chciałem wyjść z szatni gdy zatrzymał mnie ten debli – poczekaj na mnie kochasiu! Wiem, że się do niej śpieszysz , ale jak kocha to zaczeka – nie chciałem tego robić , ale nie miałem wyboru. Widać było , że coś ode mnie chce. Więc czekałem, 5 min , 10 min …. Ale to dopiero 25 min. Było gotowy.
- Idziemy !- wyskoczył z szatni , a ja wyszedłem tuż za nim.
- Heey , czekałyśmy na was – zobaczyłem oblegające szatnie dziewczyny. – może macie ochotę iść z nami się zabawić ?
- . . .
- Jasne – nie zdążyłem nawet odpowiedzieć , albowiem Barry zrobił to za mnie. – alboo jednak nie . . . Mika ? - wytężył wzrok , usiłując upewnić się , że to ona , a gdy już wypatrzył swoją ofiarę to rzucił się jej stronę. – cze, co tam mała ? ty i twoje koleżanki macie jakieś plany ? – próbował zrywać luzaka.
- To zależy co proponujesz coś ? – odpowiedziała zadziornie Molly.
- Wy, moje piękne plus ja i . . .
- i tylko ty – tym razem to ja się wtrąciłem – zrobicie sobie duży czworokąt. Nie bójcie się Barry was nie zawiedzie. – poklepałem kumpla po plecach starając się go tak zareklamować , żeby nie uczepił się mojej ucieczki. Co sądząc po ich minach nie zbyt podziałało. Więc ruszył plan B – naprawdę mi przykro , ale . . . – chwila zastanowienia – mojego psa potrącił samochód i teraz nie może chodzić – mogłem wymyślić coś lepszego.
- kłamie. – zaprotestował Barry – idzie do swojej dziewczyny – i i teraz mnie w kopał.
- czekaj , to ty masz dziewczynę ?
-naprawdę ?
- znamy ją ?
- ładna jest ? ! – zaczęły się przekrzykiwać i zupełnie nie potrzebnie denerwować. W sumie teraz powinienem powiedzieć im prawdę , ale i tak nikt by mi nie uwierzył .
- sory , muszę iść . . . no wiecie – szybko je wyminąłem , tak aby nie zdążył mnie zaczepić i już otwierałem drzwi wyjściowe , kiedy usłyszałem . . .
- mogę się z tobą zabrać ?
- Nie ! ! ! Mika czemu mi to robisz ? ! chodź ze swoim Barrusiem na małe mizianko ! – dziewczyna zupełnie do zignorowała i podeszła w moją stronę.
- więc jak, mogę ? – muszę przyznać ,że w tym wdzierającym się do holu popołudniowym świetle wyglądała oszałamiająco. Jej oczy lśniły , a lekko różowy błyszczyk idealnie podkreślał jej malinowe usta, więc cóż , zapewne rozumiecie dlaczego nie mogłem odmówić.
- chodź tylko szybko, śpieszę się – powiedziałem na odwal się , tak aby nie zauważyła że w moim sercu coś drgnęło. Szedłem dość szybko przez co ona zmuszona była za mną biec. Możecie nazwać mnie sadystą , ale uważam że to było dość uroczę , a kiedy złapał się moje torby aby dostosować swoje tępa , zwolniłem.
- wszystko dobrze ? – zatrzymałem się tuż przy moim samochodzie , ale długo nie otrzymywałem odpowiedzi. Kiedy się obróciłem dopiero zrozumiałem czemu , była cała zasapana i czerwona. Swoje ręce oparła o kolana i schyliła głowę.
- nie patrz się ! – powiedziała z oburzeniem –muszę wyglądać okropnie.
- a w rzeczy samej – roześmiałem się , a ona podniosła głowę i spojrzała na mnie wytykając język – proszę bardzo – otworzyłem jej drzwi, następnie przeskakując maskę samochodu zająłem miejsce kierowcy.
-nie musisz się aż tak popisywać.
- wiem ale chcę w końcu jest dla kogo – zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
-stu procentowy burak – wytknąłem jej.
- to twoja wina! Wiesz jest różnica pomiędzy chodzeniem , a bieganiem ! – chyba była na mnie lekko zła. Oparła rękę o szybę i skierował swój wzrok na drzewa w parku obok, a ja sięgnąłem do torby po kluczyki i butelkę zimnej wody, którą następnie dotknąłem Mikę po jednym z policzków , na co ona jęknęła.
- proszę bardzo , jest cała twoja.
- dziękuję ? – wzięła ją i nasze dłonie przez chwilę się zetknęły i w tej chwili usłyszałem ( nie sądziłem że bycie wilkołakiem może się do czegoś przydać ) jak jej serce przyśpiesza. Kiedy ona piła ja odpaliłem samochód.
- wiesz , że jeśli nie przetarłaś wcześniej gwintu butelki to znaczy że to co teraz robisz można nazwać pośrednim pocałunkiem ? – zachłysnęła się.
- wcale , że nie ! nie kłam ,kto by się chciał niby z tobą całować – lepsze pytanie to : kto tu kłamie ? , ale już nie zamierzałem się z nią droczyć , głównie dlatego ,że właśnie dojechaliśmy pod jej dom.
- proszę bardzo , a teraz ładnie podziękuj. - otworzyła drzwi – czekam . . . – wyszła , ale zanim zamknęła , obróciła się do mnie
- naprawdę bardzo dziękuje , jesteś taaki kochany. – gdyby w jej głosie nie było słychać ironii i chęci mordu lepiej by to zabrzmiało.
- nie ma sprawy – puściłem do niej oczko , a ona patrzyła na mnie ze zdziwieniem.- wiem , jestem przystojny , ale nie musisz się tak we mnie wpatrywać
- twoje oczy. . .
- hmm, co z nimi ?
- hhy , nie po prostu nigdy nie widziałam ,żeby ktoś miał tak niebieskie . . . znaczy nie , kiedyś widziałam. .. ale nie był to człowiek.
- tak masz rację , jestem aniołem , a teraz zamykaj te drzwi. Wiesz śpieszę się – bardzo chamski trzask i wytknięcie języka – zastanawiam się kto cię wychował głupie dziecko ? – nie chciałem być gorszy i też wytknąłem jej język i odjechałem z piskiem opon.
- a ja zastanawiam się skąd wiedzie działeś gdzie ja mieszkam ?


 

 
Okey , więc taak ...
- niedz. - wstawię pierwszy rozdział 'moich dwóch aniołów ?' , i może dziewiąty ' nie można ignorować uczuć' :3 ;D ( oo. a tu muszę dodać ,że to się powoli zbliża ku końcowi oryginalnie miało być tak do 12 rozdziałów,ohh zmiana planów będzie ok 20 )
- pon. lub. wtr. - E18 ...
- chyba w środę - ' kolejna (nie)bnalna historia miłosna - 5 randek '
- czw. - wolne :3
- piąt. - może być kolejny oneshot lub ' władca piekieł ' :v

haha chociaż nie mówię ,że na pewno to wypali bo nie przepadam za narzucaniem sobie jakiś ' ograniczeń ' ( czytaj jestem leniem :3 )